Rafał.

Idziesz po robocie do dentysty. Środek miasta, pierdylion ludzi, ciemno. Zauważasz, że w krzakach coś wolno się porusza. Podchodzisz z nadzieją, że to jakiś worek. No ale nie. To gołąb, który już dawno powinien smacznie chrapać w jakimś bezpiecznym miejscu, w sensie na wysokości. Masz 20 minut do wizyty. Mózg paruje, przypominasz sobie, że wiesz gdzie zadzwonić po wsparcie. No ale do nich trzeba biedaka dowieść. Mózg paruje więc dalej. Myślisz dobra, trzeba działać, bo wrażliwość jednak nie pozwoli zbagatelizować sytuacji. Rozglądasz się za jakimś przybytkiem, w którym dostaniesz karton i ręcznik papierowy, wiesz co jest potrzebne – to nie jest twoje pierwsze rodeo! Następnie weryfikujesz plan na swój kolejny krok jakim było zabranie kartonu z ptaszkową zawartością do dentysty…

Czytaj dalej…

Rozglądasz się.  Żabka? Nie. Piekarnia, cukiernia… sanepid. O, kwiaciarnia! Bingo. Dwie miłe dziewczyny – po zrozumieniu co pierdolisz i po wyrażeniu nadziei, że szef za ten gest dobroci nie pozbawi ich zatrudnienia – dają karton. Idziesz po typa/ typiarę, siedzi tam gdzie siedział, kładziesz karton w bliskiej odległości. Ludzie patrzą jak na wariatkę, gdy z pomocą ręcznika bierzesz w dłonie lekką kuleczkę. Mówisz przy tym no chodź bombelku nie będziesz mi tu umierał w gównianych warunkach, zasługujesz na lepsze. Troszkę się wzdryga, ale nie protestuje. Zanosisz pakunek do dziewczyn. Cicho, ciemno, ciepło. 10 minut do wizyty u dentysty. Zdążyłaś. Jesteś na miejscu na czas. Po 1,5 h wracasz. W kwiaciarni podobno trochę podskakiwał. Uchylasz nieco karton czekając na ubera, przerażone oczko spogląda na ciebie badawczo, mruga.

Wsiadam do ubera, mówię, że paulina i że z gołębiem. Pan nie rozumie co mówię. Nie dociekam czy nie rozumie, bo nie mówi po polsku (tak), czy nie rozumie, bo NIE ROZUMIE (tak) – a specjalnie zamówiłam ubera petsa o 3 zł droższego! Mniejsza o to myślę. Karton trzymam na kolanach. Po 5 minutach jechania i stania w korkach gołębie mikro ruchu ustały. Moja wrażliwość i determinacja podpowiadają, że się uspokoił, że poczuł się bezpiecznie. Mój rozsądek i doświadczenie marności tego świata podpowiadają, że owszem uspokoił się, poczuł bezpiecznie, by móc umrzeć. Umrzeć na moich kolanach o 19:08, w taksówce w okolicach skrzyżowania józefitów z królewską, 3 minuty od przychodni i fundacji Salamandra. Do celu jednak dojechałam z nikłą nadzieją. Spodziewająca się mnie pani z recepcji przejęła ode mnie lekki kartonik, uchyliłyśmy go, oczko puchatej kuleczki już nie mrugało.

Pani wzięła ode mnie pakunek, powiedziała, żebym chwilkę zaczekała. Moją uwagę skutecznie odwrócił miły pjes, który dał się pogłaskać. Przypomniał mi, że tydzień temu o tej porze byłam z moimi dziewczynami u weta. Gdy trzymałam Aferkę, której podawano kroplówkę, słyszałam co się dzieje w sąsiednim gabinecie. Starsza i młodsza kobieta żegnały pjeska, Lusię. Wytarłam smarki w rękaw, gdy uslyszałam ich smutek. Po chwili (wracamy do dzisiaj) wróciła pani z recepcji w duecie ze słowem niestety, po czym dodała ale dziękujemy. Też odpowiedziałam, że dziękuję. Wyszłam. Wiem wiem, znam opinie, że gołębie tyle warte co szczury. Tylko kurwa, szczura też bym ratowała w sprzyjających okolicznościach. A dzisiejsza akcja nie należała do najtrudniejszych, chwila namysłu i działanie. Dla mnie proste. Nie udało się, powiecie. Być może przeraził się sytuacją i to sprawiło, że dokonał żywota?

Może karton był zły, albo zakręt na drodze za ostry, gdy jechaliśmy ubero-konduktem jak się okazało… Przynajmniej próbowałam. Nie zamarzł, nie rozdziobały czy tam nie rozszarpały go walczące zimą o przetrwanie zwierzęta. Nie wrzucono go do śmieciarki przy porannym sprzątaniu obrzyganych chodników. Na potrzeby tej historii nazwę mojego dwugodzinnego kolegę – Rafał (tak tak, skojarzenia z pełnieniem przez pewnego Rafała funkcji najważniejszej osoby w PL przez 2 h, są jak najbardziej zasadne). Mam nadzieję, że miałeś udane gołębie życie Rafał, i że nie cierpiałeś zbyt długo. Mimo chujowej pogody miałeś bardzo ładne, zadbane piórka. Gdyby był dzień pewnie pomyślałabym, że ucinasz sobie drzemkę na trawniku, tzn miejsce głupie, ale kim jestem by cię Rafał oceniać.

Według niektórych legend, zwanych także wierzeniami religijnymi – tam gdzie teraz trafiłeś (bo mam nadzieję Rafał, że byłeś poczciwym gołębiem, nie żadnym szemranym typem!) to twój gatunek jest nawet wymieniany w pierwszej trójce najważniejszych! Superliga. Serio. No cóż. To papa, Rafał, przykro mi, że się nie udało. 05.02.2026 (czw), krk

Tekst.

Tekst…

Czytaj dalej…

 

Tekst. 05.02.2026 (czw), krk

Tekst.

Tekst…

Czytaj dalej…

 

Tekst. 05.02.2026 (czw), krk

Tekst.

Tekst…

Czytaj dalej…

 

Tekst. 05.02.2026 (czw), krk

Przewijanie do góry